Marcin Lewandowski

Polish English German Italian Spanish
Raport specjalny: Marcin Lewandowski czwartym zawodnikiem lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata w Daegu 2011. ZOBACZ WIĘCEJ

Podsumowanie Igrzysk Olimpijskich w Pekinie, cz.1

Igrzyska OlimpijskieJedno jest pewne. Nie da się tego opisać, po prostu trzeba to przeżyć. Bardzo chcielibyśmy się z Wami podzielić swoimi wrażeniami, przybliżyć to co doświadczyliśmy, co zobaczyliśmy, ale nie jest łatwo ubrać to wszystko w słowa, tym bardziej, że dla każdego mają one inna wartość i inne znaczenie. W telegraficznym wręcz skrócie, poniżej, naszymi słowami, prostymi zdaniami o Igrzyskach Olimpijskich.

Organizacja: ogrom pracy jaki musieli wykonać organizatorzy całych IO jest tak olbrzymi, że ciężko to pojąć. My przybliżymy wam jedynie kilka sytuacji, które wzbudziły nasze zainteresowanie.

Wioska olimpijska – każda reprezentacja praktycznie miała swój budynek (lub kilka). W każdym oknie wywieszone były flagi narodowe, że odwiedzający (a były takie możliwości dla gości, dziennikarzy, rodziny) bez problemu rozpoznali właściwy budynek. Wioska przyozdobiona wspaniale. Wszędzie charakterystyczne dla chińskiej kultury alejki, miejsca spokoju i ciszy, roślinność, mostki nad rzeczkami czy oczkami wodnymi. Wszystko przepięknie oświetlone wieczorami kolorowymi lampkami umieszczonymi w przedziwnych miejscach, np. chodniki, kory drzew. W miejscach relaksu cichutko grała chińska muzyczka. Głośnik był niewidoczny i schowany w kamieniu.

Do dyspozycji sportowców były kameralne stołówki na każdym „osiedlu” oraz jedna wielka stołówka podobno na 5000 osób. Można było skosztować tam potraw ze wszystkich kuchni świata. Jedzenie po prostu bajka. Bez ograniczeń. Wewnątrz był też Mc Donald. Wszystkie pomieszczenia we wiosce były klimatyzowane. We wiosce znajdował się też  otwarty basen, scena estradowa (codzienne koncerty i występy), wiele pomieszczeń przedstawiających zasoby kultury chińskiej, banki, poczta, darmowy fryzjer, sklep z pamiątkami z igrzysk, zajezdnia autobusowa. Oczywiście teren tak olbrzymi, że bram wjazdowych było kilka, czy kilkanaście. Na każdej ścisła ochrona, prześwietlanie toreb, aut itp. Po wiosce najlepiej poruszać się rowerem.

Okazuje się, że całe wioska olimpijska jest już sprzedana. Tzn. powykupywane są mieszkania. To super miejsce. Zniszczono będące tu wcześniej niechlubne dzielnice Pekinu a wybudowano luksusową dzielnicę. Stad już tylko kilka minut do centrum.

Stadion – całość bardzo płynnie połączona. Nawet jeśli jakiś obiekt był kilka kilometrów od wioski to droga do niego nie stanowiła problemu bo były zamknięte dla ruchu drogi, lub otwarte drogi z wyznaczonymi pasami ruchu dla pojazdów olimpijskich. „Ptasie gniazdo” najlepiej prezentowało się wieczorem w blasku reflektorów. Wszystko precyzyjnie oznaczone. Ze strony kibica nie wygląda już to tak pięknie, bo 100 tysięcy osób w jednym miejscu to po prostu jest spoooory tłum. Ciężko wtedy się przemieszczać swobodnie. Ale to zrozumiałe. Siedząc na najwyższym piętrze korony stadionu zawodnicy wydają się malutcy, na szczęście były dwa olbrzymie telebimy. Co ciekawe, czuć było na trybunach, że jest cieplej niż na zewnątrz, nie było przewiewów, nie było klimatyzacji, więc oddechy kibiców podnosiły temperaturę na stadionie. Dla zawodników oczywiście szatanie, sale odnowy biologicznej, stołówki, darmowe picie. Stadion rozgrzewkowy położony bezpośrednio przy głównym stadionie.

Miasto – po prostu szok. Nie poznaliśmy miasta. Dwa lata temu dziwiliśmy się, że w takim miejscu mogą odbywać się igrzyska. Teraz wszystko było inne. Mało jest skrzyżowań a bardzo dużo mostów, każdy taki oczywiście ozdobiony, reklamujący zawody lub sam Pekin. Krawężniki, lampy, wszystkie budynki przy drogach, trawniki, place pięknie wystrojone. O dziwo nie ujrzeliśmy ani razu slumsów. A na pewno są, bo przecież nie wszyscy Chińczycy są bogaczami i mieszkają w pięknych 30 piętrowych szklanych wieżowcach. Zresztą dwa lata temu przez przypadek wbiegliśmy na rozbieganiu w dzielnice slumsów. Trzeba było czym prędzej stamtąd się wynieść. Niebezpiecznie, brudno, odurzający zapach, przeraźliwe widoki. Zainteresowani przyglądaliśmy się uważniej z okien taksówek. Spostrzegliśmy w końcu, że niektóre osiedla slumsów były po prostu schowane za balustradą kilkumetrową, na której wisiały kolorowe reklamy igrzysk. Tak samo ukryto śpiewającą podczas ceremonii otwarcia dziewczynkę i podłożono piękniejszą. Po prostu Chiny pokazały ludziom, światu to co chciały, a nie prawdę. Nie było też „biznesów ulicznych” czyli np. fryzjerów strzygących na chodniku, barów serwujących jedzenie niemalże na krawężniku itp.

Ruch był bardzo ograniczony, w jednym dniu jeździł auta tylko o nieparzystych numerach rejestracyjnych, w kolejnym – parzyste. W każdym hotelu i miejscach publicznych dostępne darmowe mapy, przewodniki. Na każdym skrzyżowaniu wolontariusze. Niestety mało kto mówił po angielsku.

W kolejnych podsumowaniach będziemy opowiadać o atmosferze panującej w polskiej ekipie, w Pekinie, na stadionie, o igrzyskach w kontekście wojen (niemilitarnych), o sportowym aspekcie igrzysk oraz o występie Marcina, o  własnych odczuciach.

Komentarze (0)
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
 
You need Flash player 6+ and JavaScript enabled to view this video.