Ale w czasie zawodów słońce wręcz paliło. Mimo trzeciego od końca wyniku życiowego byłem nastawiony na walkę o czołowe miejsca, nie miało dla mnie znaczenia czy bieg będzie wolny czy szybki. Na tuż przed biegiem zacząłem się jednak obawiać dystansu, nie przeciwników. A ci dysponowali wręcz „kosmicznymi” życiówkami i wynikami z tego sezonu. Od razu po starcie w ferworze walki potknąłem się i prawie „zaliczyłem glebe”. Dobrze, że udało mi się utrzymać równowagę. Później jeszcze raz zostałem wybity z rytmu przez zawodnika z Niemiec.
Ostatecznie przegrałem 2 sekundy z Mistrzem Europy, gospodarzem Rui Silvą (PB 1500m/3.30!!) i sekundę z Tomem Lancashire z Anglii (PB 1500m/ 3.34). Trzech pozostałych co byli przede mną, a pomiędzy nimi, w tym roku również już szalało na bieżni: Ruiz Diego (PB 3.35), Kowal Joann (PB 3.35), Eberhardt Stefan (PB 3.33!!). Także wszyscy z wymienionych mają życiówki lub wyniki z tego sezonu co najmniej o 6 sekund lepsze od mojego najlepszego wyniku!! I nie udało mi się sprawić niespodzianki i z nimi wygrać. Natomiast z pozostałymi czterema zawodnikami legitymującymi się lepszymi życiówkami na poziomie 3.38 – 3.42 walka byłą zacięta, ale wyszedłem z niej obronną ręką. Ostatnie 400m przebiegłem dokładnie w 54sek.
Nie udało mi się zajechać, prawie calutki bieg biegłem po drugim torze (ale inaczej się nie dało w tym ustawieniu jakie wynikło po starcie), potknąłem się dwa razy, przegapiłem moment ataku. Niespodzianki nie zrobiłem, ale też hańby nie przyniosłem. Sam jednak bieg był naprawdę świetnym treningiem, szczególnie psychicznym. Bo muszę się w końcu przełamać do tego półtoraka :)
Poza tym, to niezłe jaja wyszły z tych nowych reguł rozgrywania konkurencji.
| « poprzednia | następna » |
|---|





