Marcin Lewandowski

Polish English German Italian Spanish
Raport specjalny: Marcin Lewandowski czwartym zawodnikiem lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata w Daegu 2011. ZOBACZ WIĘCEJ

Trenerskie refleksje po Super Grand Prix

Do Lozanny Marcin pojechał z bojowym nastawieniem. Nie przejmując się zagrożeniem kryzysu adaptacyjnego na nizinach, przedostatnim wynikiem spośród startujących. Przeważała w nim chęć ścigania się z najlepszymi na świecie i niedosyt po Madrycie, gdzie czuł się rewelacyjnie, ale bieg był tragiczny (ciągłe przepychanki, zrywy), przez co nie mógł wykorzystać swojego potencjału.
Niestety ciężko jest zrobić wynik, gdy bieg „idzie” na 1.45, a na ostatnich metrach jeden z zawodników przyspiesza i biegnie zaledwie 20 setnych sekundy poniżej bariery 1.45, a drugi zaledwie o 0,03sek. Skoro zawodnicy biegający regularnie po 1.43-44 nie byli w stanie tego wyniku osiągnąć, to co dopiero Marcin, który jeszcze nigdy w życiu nie „rozmienił” 1.45. ..?!?
Marcin po biegu wspominał, że poradził sobie z adaptacją, presją, taktyką biegu, ale pogody nie był w stanie oszukać. I chyba to właśnie zaważyło, na słabszych wynikach w biegu.
Niemniej, cieszy bardzo fakt, że Marcin po raz kolejny udowadnia swoją wartość, pokazuje, że ma to, co najważniejsze dla sportowca: skuteczność w bezpośredniej walce z dużo lepszymi zawodnikami od siebie. Zauważcie, że Lewy był najmłodszy spośród startujących, że miał przedostatni wynik życiowy z całej plejady biegających z nim świetnych zawodników (tylko Bernard Lagat, multimedalista wszystkich imprez lekkoatletycznych na świecie miał wynik słabszy, za to na 1500m  jego PB 3.26 jest wciąż godny podziwu, bo biegacze teraz się nawet do tego nie zbliżają. W biegu był za Marcinem).
Marcin przegrał nieznacznie z Sudańczykiem Ismailem, który jest aktualnym wicemistrzem olimpijskim oraz finalistą tej imprezy z Aten a dodatkowo był dwukrotnym medalistą mistrzostw Afryki.
Drugi w biegu był Mulaudzi  (PB 1.42.89/800m oraz  2.15.86/1000m) - bardzo doświadczony zawodnik, finalista wszystkich najważniejszych imprez, wicemistrz olimpijski z Aten, złoty medalista HMŚ z Budapesztu, srebrny medalista HMŚ z Walencji i Moskwy, brązowy medalista MŚ z Paryża. Miał prawo z nimi sromotnie przegrać (zresztą jak ze wszystkimi). Tymczasem walczył jak równy z równym do samego końca minimalnie im ulegając.
Natomiast w tyle zostali inni , naprawdę świetni zawodnicy tacy jak Gary Reed (PB 1.43.68), który jest czwartym zawodnikiem ostatnich igrzysk olimpijskich oraz aktualnym srebrnym medalistą MŚ !!!
Drugim, który uległ naszemu zawodnikowi jest Alfed Yego (PB 1.43.89). To zawodnik bardzo dziwnie poruszający się na bieżni (zarówno na rozgrzewce jak i w trakcie biegu), niepozorny, który przebojowo wygrał mistrzostwa świata, a także zdobył brązowy medal igrzysk olimpijskich!! Jest także zwycięzcą światowego finału lekkoatletycznego, a w przeszłości był wicemistrzem świata juniorów.
Kolejnym zawodnikiem, który zapewne będzie chciał się zrewanżować Marcinowi jest Al –Salhi (PB 800m/ 1.43.66 i 400m/ 45.75). Zawodnik legitymujący się najlepszą, rewelacyjną wręcz życiówką na 400m. Dwukrotny olimpijczyk. Wprawdzie na igrzyskach w Pekinie nie doszedł do finału, ale rok wcześniej był finalistą MŚ w Osace. Przed kilkoma laty mistrz świata juniorów młodszych.
Kamel (PB 1.42.79/800m i 2.14.72/1000m  oraz  3.32.83/1500m) był daleko w tyle. Rok temu wpadł dokładnie, co do tysięcznej sekundy razem z Marcinem na trzecim miejscu podczas Światowego Finału lekkoatletycznego Stuttgarcie, był finalistą (5m) igrzysk w Pekinie oraz brązowym medalistą HMŚ. Wcześniej był zwycięzcą Światowej Ligi Lekkoatletycznej ze Stuttgartu i Monako. Mimo niesamowitych życiówek na 800 i 1500m, nie zdołał nawet nawiązać walki.
Nasz serdeczny kolega, Dmitrijs Milkievic (PB 1.43.67), wiecznie pechowiec, bo był trzykrotnie czwarty na imprezach mistrzowskich (ME Goeteborg, HMŚ w Walencji i Moskwie), tym razem też musiał uznać wyższość Marcina. Zapowiedział już rewanż :)  natomiast wyniki z bieżni nie wpłyną na pewno na relacje koleżeńskie i dalej będziemy razem jeździć na obozu w miarę możliwości i razem trenować.
Reasumując, start jak najbardziej udany. Refleksje po biegu są następujące: można wygrywać z najlepszymi, jeśli się w to tylko wierzy, można nawet w kiepskich warunkach uzyskać świetny wynik, jeśli jest się dobrze przygotowanym, można biegać w każdym dniu po zjeździe z gór, bo bardziej niż samopoczucie liczy się motywacja. Dla Marcina najważniejsze jest wciąż obieganie, doświadczenie, (mimo, że wygrywa z najlepszymi na świecie seniorami to przecież jest wciąż młodzieżowcem). Ustaliliśmy wspólnie, że Marcin będzie biegał, sprawdzając różne warianty taktyczne, próbował biegać w najróżniejszych biegach, łatwych, trudnych, szybkich, wolnych. A wynik przyjdzie sam…



Komentarze (0)
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.
 
You need Flash player 6+ and JavaScript enabled to view this video.