Tak naprawdę rozpoczęły się już w 2008 roku po Igrzyskach Olimpijskich. To właśnie wtedy Wilfried przyznał, że przygląda się Marcinowi od dwóch lat i jest pełen podziwu jego umiejętności. Zaprosił nas wówczas do swojego kraju na zgrupowanie. Jednak nie mieliśmy wtedy możliwości by z zaproszenia skorzystać.
Wprawdzie w tym roku Bungei do Szczecina nie przyjechał, ale byliśmy w stałym kontakcie mailowym. Dwukrotnie stawał też do walki z Marcinem i żadnej z tych potyczek nie wygrał. Dużo czasu spędzili razem podczas podróży na zawody i pobytu w Azji. To właśnie tam chłopaki zaczęli ustalać szczegóły. Wilfried tworzył dalekosiężne plany, opowiadał o safari, o swojej pomocy wobec Marcina. Gdy tym razem wyszedł z propozycją ugoszczenia nas – nie odmówiliśmy.
Zaczęliśmy szukać sponsorów na wyjazd. I udało się. Ziarnko do ziarnka i uzbieraliśmy na najważniejsze wydatki. W ramach OSM/PZLA pokryty został bilet lotniczy na głównej trasie Berlin-Nairobi-Berlin. Sprawy związane z podstawowymi szczepionkami również pokryło PZLA. Pozostałą część podróży pokryła firma JARECKI, która wspiera nas w trudnych chwilach już od dwóch lat i nigdy się na niej nie zawiedliśmy. Pobyt na miejscu to głównie środki nasze prywatne a pokrycie kosztów związanych z odnową biologiczną, badaniami, dodatkowymi szczepionkami pokrył klub z dotacji miejskiej. Na cały czas pobytu tutaj otrzymaliśmy od firmy Powerade zabezpieczenie w napoje izotoniczne, które sprawdzają się doskonale w tej pogodzie, a przez swoje kolory stanowią łup dla ciekawskich tubylców, którzy czasami wyrywają nam je z rąk.
Jednak same przygotowania nie były łatwe. Trzeba:
- Zakupić odpowiednie środki medyczne, leki, bo tutaj jest z tym problem.
- Zrobić badanie o braku przeciwwskazań do szczepionki (ważne tylko 24h). Jak nie udało nam się znaleźć szczepionki na dur brzuszny (w całym dolnośląskim województwie mieli tylko jedną szczepionkę, którą mogli sprowadzić w dwa dni) na drugi dzień po badaniach to znów trzeba było robić badania, czyli stać w kolejce do rejestracji, potem w kolejce do gabinetu. To nie koniec z tą szczepionką. Trzeba ja jeszcze przewieźć w termosie z apteki do stacji Sanepidu. Ponieważ tam nie mieli drugiej szczepionki trzeba wrócić ze Szklarskiej (obóz) do Szczecina i poszukać . I znów badania.
- Ubezpieczyć się od różnych nieprzyjemnych sytuacji.
- Zorganizować całą podróż włącznie ze spaniem w hotelach na lotniskach (w Berlinie i Nairobi- tutaj hotel jest tylko w centrum), dojazdem do Eldoret.
- Odebrać odżywki z PZLA, które nie mogą być dostarczone pocztą i po które trzeba specjalnie jechać do Warszawy. Lub posiłkować się życzliwością przyjaciół, którzy takowe odbiorą i wyślą, oraz portfelem, bo za przesyłkę trzeba zapłacić.
- Przygotować odpowiedni sprzęt treningowy
- Zrobić badania krwi.
Po przyjeździe okazało się jak nasze wyobrażenie daleko odbiega od rzeczywistości. Żeby być prawdziwie przygotowanym należałoby zabrać ze sobą pół dobytku z Polski.
Dobrze, że jest prąd i że jest ciepła woda oraz lodówka. O reszcie wynalazków możemy zapomnieć. Następnym razem nic już nas nie zaskoczy…
- 2009-12-14 21:20:00 Tompoz - kolarze zawodowi maja lepiejGdy tak słucham ile rzeczy musicie dograć jako Team łacznie by pojechadż na taki trening do Kenii, to dochadzę do wniosku że kolarze zawodowi szosowi i niekoniecznie wielcy mistrzowie mają wszystko podstawione pod nos. Np. Sylwester Szmyd wybiera się do RPA na dniach i kilku kolegów do niego dołącza z zonami i wogle to dostali na ta okazje od swej grypy koalrskiej masazystę mimo że nie jest to oficjalne zgrupowanie grupy.Trzywam za was kciuki, niech ta cieżka praca i praca poszukująca zaprowadzi was do wielkich zwycienstw.Pozdrawiam Tompoz Tomasz Krysiak
| « poprzednia | następna » |
|---|





