Tyle nasz przyjaciel opowiadał nam o warunkach, w których mieszkał, w których dorastał, także o swoich rodzicach, że musieliśmy iść do nich i ich poznać oraz wszystko zobaczyć na własne oczy. Mieszkają niedaleko, kilkaset metrów. Uprawiają kukurydzę. Przywitali nas tradycyjnie ugali (kukurydzę wrzuca się do maszyny, którą ją mieli i powstaje z tego mąka kukurydziana. Przy dodatku wody/mleka powstaje z tego kaszka zwana ugali) oraz herbatą z mlekiem.
Mama astmatyczka, mająca problemy z oddychaniem, ale trzyma się fantastycznie i ciągle uśmiecha. Kiedyś biegała na 400m. Wiecie więc już w jaki sposób Wilfried biegał 45.05 na 400m - ) . Mama ciągle powtarza, że jest dumna ze swoich synów.
Teraz rodzice mieszkają w domku, ale wcześniej mieszkali w tradycyjnym kenijskim domku-lepiance.
Jest tam tylko jedno okno, tzn dziura w ścianie, mało miejsca, bez podłóg. Gotuje się na wolnym ogniu. Naczynia myje i suszy na drewnianych wieszakach na zewnątrz. Wnętrze nowego domku też jest skromne, ale bardzo przytulne. Na ścianach porozwieszane są zdjęcia rodzinne oraz sportowe, dyplomy i obrazy chrześcijańskie.
Ciekawostką było dla nas i wielkim zaskoczeniem, gdy zobaczyliśmy na największym obrazie na ścianie naszego polskiego przyjaciela – Pawła Czapiewskiego. To była jedyna pamiątka Bungeia z MŚ w Edmonton z 2001r. Pamiętacie tą minę Czapiego jak wpadał na metę trzeci? Jest ona uwieczniona na ścianie domu Państwa Bungei.
Są też zdjęcia ze spotkania Bungeia z prezydentem Kenii.
Robiąc popołudniowy trening zawsze przebiegamy obok Państwa Bungei. I zawsze nas serdecznie pozdrawiają. Zresztą wszyscy są tutaj strasznie dla nas mili. Jeśli zobaczą nas dzieci podczas biegu od razu zaczynają krzyczeć. Słyszą to mieszkające opodal dzieciaki i już biegną do drogi wymachując rękoma i krzycząc. Bardzo wielu z nich się do nas dołącza. Biegają bez butów i mimo zmęczenia ciągle nam się przyglądają i są uśmiechnięci, chcą nas dotknąć. Najczęściej słyszymy: „Dżambo Mzungu”, co oznacza: Witajcie przybysze/obcy, innoskórni. Każdy chce nam przybić „piątkę”, porozmawiać. Dzieci jest tutaj bardzo dużo. Rodziny są wielodzietne. Np. żona Wilfrieda ma 12 rodzeństwa.
Natomiast jak biegniemy z Bungeiem to krzyczą Dżambo Bungejjjjjj… Każdy go zna tutaj. Jak widzą tylko jego auto podbiegają do drogi i krzyczą w niebogłosy: Buuuunnngggeeejjjjjjj!!!! Czasami przypomina to wyścig. Bo jest tych dzieci i kibiców tak wielu, że przypomina to kibiców na trasie biegu. Zresztą nie lada atrakcją jest też przejeżdżający tędy samochód. Przyjaciele na Bungeja mówią też Mzu (dziadek) oraz Kapitan (reprezentacji Kenii na Igrzyska, tytuł ten otrzymał z rąk Prezydenta).
To co zobaczyliśmy przez ten pierwszy tydzień przerosło nasze wyobrażenia. Nie sposób jest jednak o wszystkim napisać. Robimy mnóstwo zdjęć, bo one bardziej oddają rzeczywistość niż nasze pisemne relacje. Ale też nie sposób jest Wam te zdjęcia wszystkie pokazać. Dlatego piszcie do nas o czym chcielibyście się dowiedzieć, o czym czytać, a my w pierwszej kolejności właśnie o tym będziemy Was informować.
Zapraszamy na stronę bieganie.pl aby zobaczyć i przeczytać inne ciekawostki.
Serdecznie pozdrawiamy z mekki biegaczy.
TiML
Zapraszamy do Galerii zdjęć na naszej stronie.
- 2009-12-09 11:51:56 Sebastian WierzbickiRewelacja!!! Swietna sprawa z Waszym wyjazdem!!! Ciekawe informacje jakie przekazujecie pozwalaja wyobrazic sobie to wszystko co tam sie dzieje (choc pewnie tak jak napisaliscie rzeczywistosc diametralnie rozni sie od wyobrazen na temat Kenii) Pozdrawiam!!!
- 2009-12-09 11:53:35 Sebastian WierzbickiMam nadzieje ze Marcin pamietasz o mojej prosbie;) Pozdrawiam!!!
| « poprzednia | następna » |
|---|





