Forma rośnie, a to dobry znak!! Zresztą było to do przewidzenia, że z każdym startem będzie lepsza dyspozycja, bo organizm się "przeciera", adoptuje i zapamiętuje. Tym bardziej, że oprócz ogólnej pracy wytrzymałościowej Marcin nie wykonywał jednostek tempowych.
Występ w Birmingham został oceniony przez Josa Hermensa bardzo pozytywnie. Zgadzam się, ale należy podkreślić kilka czynników (błędów), które bez wątpienia wpłynęły na ostateczny wynik. Wynik mógłby być dużo lepszy...
Marcin miał za zadnie wygrać bieg, bez względu na to, w jakim tempie będzie rozgrywany bieg. Już sam start Marcin miał nieudany, bo Anglik "przewiózł" go po całym wirażu po zewnętrznej stronie. Wciąż brakuje szybkości, Marcin nie mógł nadążyć za biegnącymi z przodu zawodnikami. Na 400m Marcin wciąż nie mógł przesunąć się do przodu - 5 pozycja (ok 52.8sek).
Dopiero gdy zając zszedł nastąpiło zwolnienie wiec Marcin przeskoczyć kilka osób. Gdy chciał zaatakować na 600m (ok 1.20.0) Włoch uparcie delikatnie zabiegał mu drogę, nawet kilka razy "łokciując" się z Marcinem. Do tej pory Marcin ciągle biegł po linii 1 i 2 toru (a wiec nadkłądał dystansu). Powodowało to na łukach, że lekko zostawał za zawodnikiem, z którymi na prostych biegł bark w bark. Żeby "sklejać" przeciwnika na każdym łuku musiał zrobić 2-3 szybsze kroki by wyrównać stratę. Zrywy takie jednak nie są dobre.
Ostatecznie Marcin zaatakował przed ostatnim łukiem i wyprzedził Włocha. Niesttey tym impetem wpadł na biegnącego przed nim Kiplagata, z którym znacznie przegrał w Walencji przed tygodniem (PB 1.46.33, a w Walencji 1.47.24). Potkniecie spowodowało utratę rytmu i prędkości. Udało się jednak jeszcze na ostatnich 20metrach zaatakować i zrewanżować się Kenijczykowi. Za plecami został też serdeczny przyjaciel Marcina - Abraham Chipkirwok, który wraca do formy po przebytej kontuzji.
Bieg nie był jakiś szybki, mocny. To był trudny bieg bo rozgrywany w tempie gdzie każdy jest w stanie utrzymać i walczyć na końcówce. Tym bardziej cieszy postawa Marcina.
Lewy po zawodach stwierdził, że biega mu się już dużo lepiej, bo jest w stanie zaatakować na końcówce, nie boi się taktyki przeciwników, jest w stanie się dostosować, przyjąć zasady gry, a i tak jest w stanie realizować swoje założenia. Włoch i Kenijczyk dwoili się i troili, żeby nie dać się Marcinowi, a ten po wirażach, przepychankach, a i tak był w stanie wygrać. Powiedział, że w dobrym biegu np. takim jak w Sztokholmie, ale w dniu rozgrywania zawodów w Birmingham, pobiegłby znacznie szybciej, nawet ok sekundy. To dawało by już świetny wynik. Tymczasem nie ma co gdybać, bo...
...bo prosto po zawodach Marcin udał się do Karpacza ,gdzie do końca lutego zamiast biegać będzie jeździł na nartach i zaliczał sesję zimową egzminacyjną w ramach IKF w Szczecinie.
Co będzie potem? Zobaczymy. Na razie trzeba uporać się z uczelnią. Hala może poczekać
- 2010-02-23 02:13:30 trenerGłowa! Dzięki za kibicowanie. Adam Adamczyk: zasady najważniejsze, szczególnie jeśli dotyczą Najwyższego Dobra!! Dzięki, że trzymałeś kciuki!! Jeszcze nie raz będziesz mógł na żywo obejrzeć Marcina lub z nim pobiegać!
- 2010-02-23 09:29:53 trenerGłowa do klasy to mu jeszcze sporo brakuje, ale rzeczywiście robi postępy. Jak Bozia pozwoli to na pewno "złapie" klasę w Londynie. Kupuj już dobre miejscówki i przygotuj porządną flagę!! Pozdro Michał, także dla Twojej żony i dzidziusia!! :)
| « poprzednia | następna » |
|---|





