Jak zobaczycie w dziale TRENING, ostatnie 3 tygodnie były naprawdę ciężkie dla naszej ekipy, pod względem treningowym i organizacyjnym. Wszyscy napracowali się naprawdę sporo.
Ostatnim 3-dniowym mikrocyklem treningowym są starty w Lozannie i Bielsku Białej. To jedyny taki moment, gdzie Marcin wystartuje w zbliżonym układzie, jak na Mistrzostwach Europy. Marcin nie wykonuje treningów tempowych dzień po dniu, więc to będzie jedyna szansa by organizm poczuł dwukrotne ostre zmęczenie w ciągu 3 dni. Oczywiście w Barcelonie, jeśli Marcin dojdzie do finału to będzie miał jeszcze 3 start.
Bardzo zmęczony, na „miękkich” nogach Marcin pojechał do Lozanny by zmierzyć się ze światowej sławy biegaczami. Na porannym rozruchu Marcin czuł się fatalnie, mówił, że wciąż ma „zawalone” nogi, a w szczególności łydki. Ale trening wykonany w ostatnim czasie ma „oddać” dopiero za 3 tygodnie. To tam Marcin ma być świeży.
Zadnie było proste: biec na końcu i obojętnie co by się nie działo zaatakować na 120m do mety. Widać, że Marcin jest strasznie zmęczony, biegnie ciężki od samego początku i walczy z każdym metrem.
Koło biegnie na przedostatniej pozycji (52.0), po 500m – 1.04.9, przesuwa się na drugi tor po 600m (1.18.5) i atakuje na 120m do mety. Ostatnie 100m pokonuje z prędkością 12.5 sekundy (200m – 25.8), co jest naprawdę fantastyczne biorąc pod uwagę zmęczenie nóg i brak sprężystości. Niestety strata na dystansie była tak duża, że nie udało się już dogonić pierwszej trójki (dwóch ostatnich mistrzów świata – Kirwa Yego oraz Mulaudzi i najlepszego w ostatnich dwóch latach – Rudishy).
Nie wynik (1.44.30) a ten szybki finisz, to dobry prognostyk przed ME. Teraz zmęczenie się jeszcze nałoży, dojdzie zmęczenie 9 godzinną podróżą. I jutro „na dobicie” 1500m – walka o kolejny tytuł na tym dystansie. Dopiero od niedzieli zakończymy oficjalnie okres treningowy i zaczniemy wypuszczać, luzować, zbierać siły na Barcelonę.
| « poprzednia | następna » |
|---|





