Mimo, że od 12 dni Marcin przechodzi cykl roztrenowania, a w nocy przed biegiem spał zaledwie dwie godziny, to i tak znakomicie spisał się podczas mityngu Grand Prix IAAF w Szanghaju.
Roztrenowanie aktywne (2-3 rozruchy tygodniowo oraz start) Marcin rozpoczął po Złotej Lidze w Brukseli. Nie przeszkodziło to dobrze wystąpić w Szczecinie, Szanghaju. Nie przeszkodzi też pewnie podczas ostatnich zawodów na bieżni w tym roku w Korei (25.09). Po powrocie do kraju Marcin odbędzie dwutygodniowy obóz leczniczy – typowo profilaktycznie (całkowicie bez treningu), a następnie dwa tygodnie prawdziwych wakacji (gdzie nie będzie musiał nawet patrzeć na swojego trenera
).
Zarwany sen to efekt zmiany strefy klimatycznej i czasowej. Nie udało się przejść bezboleśnie przez zmianę. Marcin strasznie się męczył w nocy, od 2ej w nocy już nie spał (to tak jak nasz poranek w Polsce). Bieg także był w jego przypadku (ale i innych zawodników także) ospały…
Zaczął niepewnie, w środku stawki. Zresztą bieg nie był szybki, bo zawodnicy nie „chwycili się zająca”. Pierwsze koło Marcin przebiegł w ponad 52 sekundy. Wprawdzie zaczął się wówczas przesuwać do przodu, ale w tym samym momencie czołówka zawodników leciutko odskoczyła. Na 600m Marcin zaczął mocno finiszować. Po walce do samego końca przybiegł na metę czwarty, ulegając niecałą sekundę będącemu w świetnej dyspozycji Augistine Choge, niecałe pół sekundy mistrzowi Świata – Mulaudziemu oraz mistrzowi Europy – Somowi, jedynie 0,34 sek, który zrewanżował się za niedawny przegrany z Marcinem bieg w Brukseli.
Choge wprawdzie ma tyle samo lat, co Marcin, ale jest już zawodnikiem na światowym poziomie od ponad 5 lat. Jest niesamowicie doświadczony. Na początku sezonu ustanowił fantastyczny rekord życiowy na 1500m – 3.29.47 i trzy dni później w pierwszym starcie na 800m pobił rekord życiowy (1.44.86). Na MŚ, Berlin ponownie był dla niego szczęśliwy. Zajął 5 m w bardzo trudnym i silnym finale na 1500m.
Za plecami Marcina zostali mistrz olimpijski Wilfried Bungei (1.46.39) oraz będący z tej samej „stajni menedżerskiej”, co Marcin – Samson Ngoepe (1.46.44, 1.45.17 PB). Udało się wreszcie wygrać ze świetnie biegającym w tym sezonie Nickiem Symmondsem. I to aż o 1.34 sekundy !! I dobrze. Szkoda tylko, że nie udało się tego dokonać przed własną publicznością w Szczecinie, a jedynie na odległym końcu świata w Chinach. Na pewno jednak za rok zawodnicy zmierzą się ze sobą wiele razy i będziemy mogli emocjonować się ich zaciętymi walkami. Być może razem będą trenować na zgrupowaniu sportowym w Meksyku, a być może w rodzinnych Policach. Rozmowy są już na bardzo zaawansowanym poziomie. Na końcu stawki przybiegło dwóch gospodarzy. Zobacz pełne wyniki.
Marcin po biegu powiedział: „Chciałem bardzo być na pudle, starałem się jak mogłem, niewiele, ale jednak zabrakło”.
Sam mityng to bardzo miłe przeżycie, jak relacjonuje Marcin. Już pierwsze spotkanie z Bungeiem było niezwykle miłe. Tak jak rok temu Wilfried był bardzo życzliwy. Twierdził, że bacznie się przygląda Marcinowi od 3 lat, że jest pod wrażeniem tego, co Marcin dokonał w tym roku, jak szybko wskoczył w elitę i jak dobrze sobie w niej radzi. Uważa, że w przeciągu kilku lat Marcin będzie głównym pretendentem w walce o medale. Oby tak się stało.
Dodał mistrz olimpijski, że serdecznie zaprasza do swojego rodzinnego domu na zgrupowanie i wspólny pobyt. Oczywiście, jeśli tej wspaniałej propozycji ustalą chłopaki szczegóły już w najbliższym czasie, to nie omieszkamy skorzystać z tego zaproszenia w sezonie przygotowawczym.
Oprócz Marcina, swoich sił, ale w maratonie próbował dziś nasz wieli idol. Oglądał go na żywo członek naszego teamu - Tomasz Jurkowski (rekord życiowy 2.48.47). Oto krótka informacja otrzymana od niego prosto z Berlina:
„Główną atrakcją tego wydarzenia był podopieczny menedżera Marcina, Josa Hermensa – Haile Gebrselassie. Próbował on pobić swój rekord z zeszłego roku 2:03:59. Warunki niestety nie były optymalne. Jak sam Haile w wywiadzie przyznał, temperatura początkowo niska, z każdą godziną narastała i pokrzyżowała mu plany w pobiciu rekordu, a tempo było na poniżej 2:03:59. No cóż na pogodę nie ma rady, pozostaje tylko trenować i wyczekiwać optymalnych warunków”.
Mieliśmy także aktywny akcent w maratonie berlińskim. Otóż członek naszej grupy - Wojciech Dybiżbański ukończył dziś swój pierwszy maraton w czasie 3.26.56, co dało mu 4730 miejsce. Na uwagę zasługuje fakt, że Wojtek ma zaledwie 21 lat i dokonał tego osiągnięcia w swojej drugiej próbie. Kolejny wytyczony przez niego cel to "połamanie" 3 godzin. Gratulacje!! Trzymamy kciuki!!
- 2009-09-21 18:25:32 Kania - Jest dobrze a bedzie jeszcze lepiej :)Gratuluje Marcin udanego sezonu! Pokazales,ze jestes w stanie biegac rowno w swiatowej czolowce przez caly sezon.Oby tak dalej bo medale sa na wyciagniaciu reki;) Aha i oczywiscie tobie Dybol tez serdecznie gratuluje ! :) Moze za rok wystartujemy razem ;> Pzdr. :)
| « poprzednia | następna » |
|---|




