Uff. Przywitanie Europy nie było dla nas przyjemne. Po wylądowaniu okazało się, że nasze torby zaginęły. Staliśmy prawie dwie godziny w kolejce do biura rzeczy zaginionych. Bagaży nie odzyskaliśmy tego dnia. W nich znajdowały się nasze zimowe kurtki, czapki. A pogoda przywitała nas naprawdę świąteczna: minus 10 stopni, śnieg, lód...
W torbie były też rzeczy treningowe, tabletki na malarię, których cykl przyjmowania mijał dopiero za kilka dni. Prezenty świąteczne dla najbliższych, prosto ze stolicy biegów na świecie.
Ostatni dzień przed wigilią zamiast przygotowywać jedzonko, pomagać w porządkach, to ganiałem (Tomek pewnie też) za prezentami. Ale wybór odpowiednich prezentów to zawsze fajna zabawa.
W wigilijny poranek z inicjatywy Bartka Nowickiego spotkaliśmy się na rozruchu w gronie osób związanych ze sportem w przeszłości lub teraz. Po kilku kilometrach, ostrym podbiegu, nastąpiło rozdzielenie formacji biegowej ( ja uderzałem na ostry krosik). To był czas na życzenia, uściski. Naprawdę przesympatyczna chwila w gronie jeszcze bardziej sympatycznych ludzi. Ekipa! Dzięki, że przyszliście na wigilijne pobieganko.
Tego samego dnia, ale późnym popołudniem nasze torby dotarły do nas. Mieliśmy więc wszystkie potrzebne nam rzeczy.
Później pamiętam już tylko kolację wigilijną z przepysznym jedzonkiem, prezenty, leniuchowanie. Jedzenie to jest to, czego mi najbardziej brakowało w Kenii. Szybko wróciłem na dietetyczne, polskie tory. Natomiast Tomek przez cały tydzień przechodził większe męczarnie z układem trawiennym (biegunka, ból brzucha) niż w Kenii. Musiał się przestawić.
Po świętach uczestniczyłem w gali mistrzów sportu w Szczecinie. Zająłem 9 miejsce. Szkoda, że nie mogłem uczestniczyć w gali bydgoskiej, było podobno o niebo lepiej.
Tomek w tym czasie spotkał się z kolegami, z którymi przed 15 laty biegał w stajni trenera Szycha. Był Piotrek Zaborniak (Misiek), Marcin Rabe (Rebus), Piotrek Maliszewski (Maliś), Tomasz Jurkowski (Bukowy). Wiem, że jeszcze wiele osób brakowało, ale ja i tak ich nie znam. Musi być to jednak fajna chwila, spotkać kumpli z bieżni, których widziało się 10 lat temu. Może i ja kiedyś zbiorę się z moją ekipą na „powrót do przeszłości”.
A swoją drogą. Biega mi się rewelacyjnie, mimo mrozu, śniegu. Wręcz fruwam… Nigdy nie miałem takiego uczucia po żadnym obozie. Wyniki badań krwi są rewelacyjnie dobre mimo ciężkiego treningu tam na miejscu, mimo, że nie używałem „wspomagaczy krwi”, typu żelazo, spirulina, ładowanie kwasem foliowym przed wyjazdem. Jednak coś musi być chyba w tych ich herbatach czy miksturkach…
| następna » |
|---|




