W ostatnich latach można było usłyszeć wiele opinii na temat biegów wytrzymałościowych w Polsce. Niestety po wyczynach Lidki Chojeckiej i Czapiego nie mieliśmy zbyt wielu powodów do radości (jedynie pojedyncze wyjątki np. Wiola Janowska). Nie zgodziłbym się jednak ze stwierdzeniem, że blok wytrzymałości legł w gruzach i nie ma sensu dalej w niego inwestować. Wspomniani wyżej zawodnicy byli osamotnienie w boju. Nie szła za nimi plejada młodych, zawodników, która mogłaby ich w przyszłości zastąpić. Na szczęście pojawiło się liczne grono reprezentujące młode pokolenie, które napawa optymizmem.
HALA
Tak oto byliśmy świadkami pięknego występu bloku wytrzymałości podczas sezonu halowego. Wspaniale pokazała się Angelika Cichocka. Swoją wartość potwierdzili zawodnicy, o których mogliśmy przypuszczać już wcześniej, że będą naszą sportową dumą. Sylwia Ejdys przepracowała naprawdę dobrze wcześniejsze zgrupowania i obiegała się na prędkościach w idealnym do tego ciepłym RPA. W końcu postawiła na swoim i pokazała, że MŚ, IO to był tylko wypadek przy pracy. Renia Pliś, która potrafiła podnieść się po osłabieniu antybiotykami. Wróciła do treningu i potrafiła z biegu na bieg przesuwać się o kilka sekund. Adam Kszczot, który wykorzystał możliwości przygotowania się do hali trenując na krytym obiekcie w Łodzi i Spale. Niejednokrotnie miał trudności (np. ze zdrowiem czy po bardzo ciężkim treningu), ale zniósł on bardzo dzielnie ciężar treningu specjalistycznego. Awansem od finału potwierdziła Lidka Chojecka, że stać ją jeszcze na duże bieganie. Jeszcze Wiola Janowska pokazała, że wraca do gry. Demczyszak, Leszczyńska potwierdzili dobre przygotowania zimowe do sezonu letniego.
Dla naszego teamu sezon halowy był jedynie przypieczętowaniem obszernej roboty ogólnej, zimowej. Wprawdzie mogliśmy skorzystać z pogody w RPA i zrobić choć trochę treningu tempowego, ale uznaliśmy (nie mogąc podtrzymać prędkości czy ich rozwijać w hali, obiegać się na wirażach ze zmienną prędkością), że nie pomijamy żadnego etapu przygotowań, nie przyśpieszamy nadejścia formy.
Zresztą hala w tym roku była traktowana bardzo ulgowo przez większość zawodników, prawie nikt z czołowych zawodników nie startował (wyjątki). Przykładem jest bieg na 800m, gdzie zawodnik z pierwszym czasem na świecie zrezygnował z udziału w mistrzostwach, przesuwając naszego Adama na drugie miejsce w rankingu na 2 tygodnie przed zawodami. My również postanowiliśmy przygotować się do sezonu otwartego i tam próbować walczyć z najlepszymi, szukać szansy.
Starty halowe potwierdziły, że czas ten przepracowaliśmy naprawdę solidnie i że wszystko idzie w dobrym kierunku. Ten mały, szybkościowy (niestety w tym okresie prędkości osiągane przez Marcina na swoim dystansie były swoistą szybkością niemalże maksymalną) przerywnik w treningu wytrzymałości ogólnej, okazał się świetną formą treningową. Nie wykonywaliśmy treningów tempowych czy specjalistycznych, nie robiliśmy też szybkości, zaledwie pojedynczy akcent wytrzymałości szybkościowej. Jedynie treningi w drugim i trzecim zakresie intensywności, obudowywane sprawnością i wytrzymałością siłową. Dlatego te kilka startów na całkiem innych prędkościach przesunęły Marcina o poziom w górę. Poziom, pośredni pomiędzy treningiem podstawowym a specjalistycznym.
Mieliśmy wprawdzie plany udziału w Halowych Mistrzostwach Świata w Katarze, ale trochę pokrzyżowało nam je życie. To właśnie w okresie, gdy trening zimowy zaczął owocować, bo stary rozkręcały Marcina z biegu na bieg, musieliśmy przerwać całkowicie treningi na 9 dni by zaliczyć uczelniany obóz sportów zimowych oraz zredukować ich ilość i intensywność na kolejny tydzień w trakcie sesję egzaminacyjnej. A właśnie w tym czasie odbywały się Halowe Mistrzostwa Polski, będące także wymogiem do udziału w światowym czempionacie. Mając 14 wynik w świecie przed tymi zawodami ( z czego wiadomo było, że 6 zawodników z tej stawki nie pojedzie do Kataru) oraz rosnącą formę zawodnika można było przypuszczać, że Polski Związek Lekkiej Atletyki mimo absencji w Spale powoła Marcina do reprezentacji. Niepewni jednak jego dyspozycji po straconych dniach treningowych, podjęliśmy decyzję by start odpuścić i wrócić do ciepłego klimatu kontynuując trening, nadrobić zaległości. Okazało się jednak, że decyzja o jego dyspozycji była błędna, bo Marcin po przerwie treningowej potwierdził w biegu na 1500m rosnącą wciąż formę. Najprawdopodobniej nie zmieniłoby to jednak decyzji odnośnie wyjazdu do Kataru.
W tym czasie Marcin był już naprawdę dość dobrze przygotowany tlenowo (baza jak długasi), a jego aparat ruchu wzmocniony (wprawdzie wciąż słabszy siłowo od rywali, najlepszych na świecie biegaczy, ale już spory postęp zanotowany). Przy wzroście 180cm i 63 kg wagi (tyle, co Czapi i trochę mniej niż Adam) udało się przejść bezkontuzyjnie przez zimowe kilometry i siłę biegową. Zresztą cieszy fakt, że do tej pory, przez te wszystkie lata (7 lat) nie było żadnej kontuzji. Oznacza to, że trening został dobrze wkomponowany w wiek dojrzewania, wzrostu, nie był zbyt eksploatacyjny, a dobrze wzmocnił całe ciało. To też jeden z powodów, dla których nie chcieliśmy zakładać kolców przed halą (mimo, ze to najlepsze przygotowanie). Unikamy kontuzji i chcemy, by Marcin biegał na bardzo wysokim poziomie przez wiele lat.
PRZEŁAJE
Dlatego przeszliśmy przez okres transformacji. To właśnie marzec/kwiecień jest okresem podprowadzeni organizmu z ogólnej roboty na przedsionek treningu tempowego. Intensywne trzecie zakresy doprowadziły do dużej ekonomiki i szybkiej regeneracji. By to sprawdzić Marcin wystąpił na Akademickich Mistrzostwach Polski w biegach przełajowych na 6km. Wprawdzie z przygodami (przewrócony na starcie), ale udało mu się zdobyć srebrny medal.
Inni zawodnicy lepiej się zaprezentowali na przełajach niż Marcin. Kasia Kowalska potwierdziła, że już niedługo może być w ścisłej czołówce długasów na świecie. Formę także prezentowała Justyna Bąk. Z facetów, to Chaboś zasłużył najbardziej na oklaski. Ale przecież świetnie zaprezentował się też Arek Gardzielewski. Inni też notują progresję, np: Zalewski, Breszka, Poczwardowski, juniorzy. Już teraz można z niecierpliwością czekać na ich starty na stadionie.
ULICA
Chaboś dodatkowo sprawdził się na ulicy. Dobrze też wypadał Szymkowiak, Giżyński, Parszczyński, Kłeczek. Henio Szost i Draczu (minima na ME) oraz Giża, Błażej Brzeziński i Kaczmar (życiówki w maratonie) zaliczyli udane starty w maratonie. Karolina Jarzyńska dopełniła zdania bijąc rekord Polski. To tylko niektóre z nazwisk. Wielu zawodników pobiło życiówki, szczególnie młodych. Może to wciąż daleko do czołówki światowej, ale zakładając dalszy postęp, może za kilka lat na Europę to wystarczy.
Podejrzewam, że wiele nazwisk przegapiłem (za co przepraszam). Nie miałem zamiaru rozkładać i analizować wszystkich zawodników i startów. Ale wydaje mi się, że to i tak wystarczająco dużo przykładów by pokazać, że rozwijamy się jako wytrzymałość. Do tego dołożymy występy w kategoriach młodzieżowych i juniorowskich z ubiegłego roku (i poprzednich) i okazuje się, że wcale nie jest mało potencjalnych superbiegaczy. Poczekajmy, dajmy im jeszcze kilka lat. Mam szczerą nadzieję, że będziemy jeszcze mieli z nich wiele radości, a pewnie dojdzie w międzyczasie jeszcze wielu innych zawodników, którzy uzupełnią (albo przegonią) wspomnianą ekipę.
Wszystko się kręci, zaciskamy pięści, oby do przodu…!!



