Przed decydentami stoi nie lada wyzwanie, jednak mając władzę w kraju totalitarnym można poradzić sobie niemal z każdą przeszkodą. Gorzej, gdy radzić sobie trzeba z zagranicznymi przybyszami, w stosunku do których drastycznych form nacisku stosować już nie można. Chińczycy w obawie przed niespodziewanymi reakcjami i demonstracjami podczas trwania zawodów zastosowali dość sprytny manewr polegający na tym, że sygnał z transmisji wysyłany będzie z 30-sekundowym opóźnieniem. Pół minuty ma być wystarczającym okresem czasu, by poradzić sobie z zaskakującymi zwrotami akcji.
W Chinach po, u nas przed
Ciekawe zatem, co się stanie, gdy na starcie staną najszybsi biegacze globu. Taki bieg trwa 10 sekund, a po jego faktycznym zakończeniu cały świat nie będzie znał jeszcze ostatecznego rozstrzygnięcia.
Jeżeli w tym czasie na trybunach zawisną flagi z napisami niekaceptowanymi przez władze Chin, to powstanie poważny problem. Taka ewentualność jest jednak mało prawdopodobna. Władze Chin zabroniły bowiem wnoszenia na tereny obiektów olimpijskich flag narodowych większych, niż dwa metry na metr. Widoczne one zatem będą tylko dzięki zbliżeniom. Nie wolno na nich pisać żadnych haseł. Nie wolno również na teren obiektu wnosić zbyt dużej ilości ... szminek. Organizatorzy bowiem obawiają się, że mogą one posłużyć do napisania czegoś, co wprawi ich w spore zakłopotanie.
Flaga Kaliniczenki
Doskonale pamiętamy, jak Sławomir Kaliniczenko - trener szczecińskiej tyczkarki Moniki Pyrek dopingował w Atenach naszą sportsmenkę nad polską flagą z napisem Szczecin. W Pekinie będzie to raczej niemożliwe. Niemożliwa będzie również sytuacja, jak nastąpiła przed 26 laty w Barcelonie. Wówczas w okresie stanu wojennego w naszym kraju podczas meczu mistrzostw świata Polska - ZSRR wywieszono ogromny transparent z napisem „Solidarność”. Nawet jeżeli podobny znajdzie się w okolicach stadionu nawiązujący do politycznego konfliktu z Tybetem, to i tak cały świat go nie ujrzy, bo specjalnie wyszkolono ekipa realizacyjna transmisję szybko sobie z takim problemem poradzi.
Igrzyska Olimpijskie są świętem sportu, jednak od wielu dziesięcioleci nierozwerwalne z polityką. Można się dziś zastanawiać, czy sportowcy maszerujący przed trybuną honorową stadionu w Berlinie w roku 1936 salutowali Hitlerowi, czy też nie.
Prześladowania i egzekucje
Chiny, to nie hitlerowskie Niemcy, ale nie wolno nie pamiętać, że wielkie sportowe święto odbędzie się w kraju, gdzie prześladowania i egzekucje nabierają niebotycznych rozmiarów. Setki tysięcy ludzi siedzi w więzieniach i zakładach psychiatrycznych tylko dlatego, że nie godzą się na styl życia, narzucony przez totalitarną władzę.
Może rzeczywiście władze Chin w ten sposób zorganizują imprezę, by uciec przed tematami i sprawami, z którymi nie chcą się dzielić z opinią publiczną. Zagranicznym dziennikarzom raczej nie uda się przeprowadzić wywiadu z niepełnosprawnym sportowcem Chin Feng Zhou, który na placu Tienanmen w roku 1989 stracił obie nogi. Przeciął mu je na pół nadjeżdżający czołg. Chińskie władze nie pozwalają zagranicznym dziennikarzom na wizytę w Tybecie, choć otwarcie powtarzają, że ich kraj otwarty jest dla każdego.
Na ubiegłorocznym Centralnym Plenum Komunistycznej Partii Chin uznano, że do czasu zakończenia igrzysk żadnych radykalnych posunięć w wewnętrznej polityce kraju nie będzie. To wszystko w obawie przed krytyką opinii międzynarodowej. Co jednak stanie się z zamieszkałym przez 1,3 miliarda ludzi krajem później?
| « poprzednia | następna » |
|---|




