Marcin Lewandowski

Polish English German Italian Spanish
Raport specjalny: Marcin Lewandowski czwartym zawodnikiem lekkoatletycznych Mistrzostwach Świata w Daegu 2011. ZOBACZ WIĘCEJ

Lekcja biegania

Bieganie… Teoretycznie banalna czynność, którą człowiek wykonuje od początku swego istnienia. Przebieranie nogami, najpierw lewą, potem prawą. Bieg dla przyjemności, do tramwaju, na drugą stronę ulicy, do mety. Celem, dla którego wprawiamy nasze serce w szybszy rytm bicia może być rzecz błaha, nad którą się nie zastanawiamy, bądź też tak oczywista, że nawet nie warto sobie nią zaprzątać głowy. Dla jednych krótka przebieżka na przystanek powoduje zadyszkę, która zawstydza, dla innych 10 km leśnymi ścieżkami stanowi początek każdego dnia. Dla jednych pogoń za uciekającym autobusem może przynieść wymierne korzyści. Możemy dzięki temu nie spóźnić się do pracy, na zajęcia, na spotkanie. Zależne to jest od szczęścia, czy autobus się nie spóźni, od kondycji, czy zdążymy podbiec do drzwi pojazdu, czy też od naszej codziennej postawy, dzięki której dobra organizacja czasu wykluczy ewentualność nerwowej gonitwy.

A co w przypadku biegania hobbystycznego? Zaczynając każdy dzień od treningu, niekiedy nie zastanawiamy się nad sensem wychodzenia. U niektórych jest to proces zautomatyzowany. Budzik, śniadanie, szklanka wody i bieg… Na pytanie ”Po co biegasz?” mamy automatyczną odpowiedź, którą recytujemy bez zająknięcia. Zdrowe serce, dobre krążenie, kondycja, przebywanie na świeżym powietrzu, spotkanie znajomych. To nie jest nic, czego osoba zainteresowana nie mogłaby przeczytać w magazynie sportowym, książce o zdrowym trybie życia, czy na stronach internetowych o odchudzaniu. Odpowiedź, mimo iż jak najbardziej zgodna z prawdą, robi z nas niekiedy rutyniarzy. W naszej szablonowej codzienności, w naszych nawykach, których już nawet nie definiujemy, można się zapomnieć. Można zagubić ideę, która często ze sportem jest kojarzona. Jesteśmy sprawni fizycznie, ale mentalnie skostnieliśmy.

Sportowcy, zwłaszcza regularnie trenujący, postrzegani są często jako profesjonaliści w każdym calu. Dyscyplina, wytrwałość, nieugiętość, konsekwencja w działaniu i dążeniu do wyznaczonego celu to cechy, które są nieodłącznym atrybutem sportowca osiągającego sukcesy. Nawet największy talent musi włożyć ogrom pracy i wysiłku w swoją działalność, sam talent bowiem to recepta na krótką metę. Bieganie dla każdego z nas jest czymś innym. Daje nam tyle, na ile się godzimy. Korzyści, jakie osiągamy dzięki treningom - poza tymi oczywistymi, wymienianymi ciągle we wszelakich artykułach o tej tematyce – są często zindywidualizowane.

Gdybyśmy spróbowali spojrzeć na nas samych z dystansu, przybrać na chwilę rolę obiektywnego obserwatora, do jakich wniosków moglibyśmy dojść? Z pozoru zdyscyplinowany sportowiec, wzór do naśladowania jeśli chodzi o organizację czasu, dążący do wyznaczonych celów etc. Istotnym pytaniem jest jednak, czy w życiu pozasportowym też przyjmujemy taką postawę. Czy nasza stanowczość i dryl przekładają się na codzienne czynności związane z pracą, nauką, obowiązkami wobec rodziny czy po prostu pracą nad własnym charakterem? Czy równie ciężko pracujemy nad osiąganiem celów spoza bieżni? Czy w ogóle stawiamy sobie jakieś ambitniejsze cele? Dla każdego biegacza, którego widujemy w weekendy, sport ten stanowi hobby, dla zawodowców sposób na życie, na zarobienie pieniędzy. Dla ilu osób z tej coraz liczniejszej grupy bieganie jest swoistą lekcją? Ilu z nas potrafi przełożyć te korzyści na życie codzienne?

Można znaleźć całe grono osób, które profesjonalnie podchodzą nie tylko do treningów. Za tytanów pracy mogą uchodzić zarówno ikony światowego sportu jak i osoby, które każdego dnia mijamy podczas rozbiegania, często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie trzeba bowiem zakładać fundacji na rzecz walki z rakiem, jak to zrobił Lance Armstrong. Nie musimy zajmować kierowniczego stanowiska w stacji telewizyjnej, jak to uczynił Robert Korzeniowski. Nie jest niezbędne redagowanie największego magazynu o bieganiu na świecie, czym zajmuje się Amby Burfoot, czy pisanie książek o tej tematyce, jak Jerzy Skarżyński. Wzorując się na tych, i na wielu innych osobach, można naszą energię przenieść na codzienny grunt.

Niezwykle dobra moda zawitała do wielu firm, w których praca wiąże się z bezpośrednim kontaktem z klientem. Pracodawca nie tyle nakłania, co wręcz wymaga od zatrudnionych, aby dbali o swoją kondycję. Można pomyśleć, że taka troska o pracowników nie jest bezinteresowna i wiąże się z warunkiem dobrej prezencji, co w bezpośrednim kontakcie z klientem może mieć wpływ na finalizację istotnych transakcji. Jednak to tylko jedna strona medalu. Udowodniono, że znaczna część menedżerów odnoszących sukcesy w pracy miała wcześniej kontakt ze sportem, trenując jakąś dyscyplinę. Cechy nabyte przez treningi przekładają się u nich na wyniki w życiu zawodowym.

Gdy bieganie staje się już nawykiem, odruchową czynnością, często zatracamy możliwość postrzegania rzeczy, których dzięki naszej aktywności możemy się nauczyć. Poczucie obowiązku, regularność w działaniu może się przecież przełożyć na inne sfery życia. Warto się przecież postarać o to, aby niemniejsza motywacja towarzyszyła nam w osiąganiu celów w pracy czy w nauce. Trening, zwłaszcza w biegach długodystansowych, wymusza na nas cierpliwość. Takie właśnie opanowanie jest cechą, która wpływa na nasze relacje z innymi ludźmi, zarówno w kontaktach zawodowych jak i towarzyskich. Wytrwałość pomoże nam pokonać przeszkody, które często stoją na drodze do osiągnięcia różnych celów. Gdy sobie przypomnimy, z jakim lękiem podchodziliśmy do treningu na samym początku przygody z bieganiem, nie będziemy zniechęceni gdy podejmiemy się jakiegoś nowego przedsięwzięcia, nawet jeżeli trzeba będzie zacząć z pozycji laika. Sukcesy z bieżni mogą nas zmotywować do systematycznej pracy, aby i w innych dziedzinach móc osiągnąć satysfakcję.

W przypadku większości biegaczy do sukcesów dochodzi się metodą małych kroczków. Nic nie dzieje się od razu. Gdy ustalimy już, co będzie naszym celem w nadchodzącym sezonie, powoli przystępujemy do realizacji z grubsza nakreślonego planu. Osiągnięcie szczytowej formy poprzedzone jest podbudową, treningiem wytrzymałościowym, następnie ćwiczymy szybkość aż w końcu sprawdzamy się w starcie kontrolnym. W zależności od dystansu BPS może się oczywiście różnić, ale założenie jest takie samo, bowiem w każdym przypadku poprzedzone jest pracą, na którą składają się poszczególne etapy. Niekiedy jednak sama cierpliwość nie wystarczy. Na drodze mogą nam bowiem stanąć przeszkody błahe, jak niemożność wyjścia na trening któregoś dnia, bądź też te nieco bardziej deprymujące w postaci kontuzji. Podobnie rzecz się ma w przypadku porażki. Gorycz przegranej jest jedną z najmniej przyjemnych rzeczy, z którymi każdy biegacz musi się prędzej czy później zetknąć. Jednak nawet w takiej sytuacji można wyciągnąć wnioski. Plan treningowy, jaki zdążyliśmy zrealizować może być dla nas wskazówką na przyszłość. Poznaliśmy swój organizm, wiemy jak reaguje na pewne bodźce treningowe. To z kolei może stanowić motywację do wznowienia treningów po wyleczeniu kontuzji czy też pomoże nam zmodyfikować trening, gdy ten okazał się nie dość skuteczny. Uczy nas to nie tylko cierpliwości i wytrwałości w dążeniu do celu. Przekazuje nam także pewną mądrość, dzięki której nie zniechęcimy się na samym starcie, gdy np. podejmiemy nową pracę zawodową. Nie będziemy płakać nad rozlanym mlekiem, gdy nie powiedzie się nam na egzaminie, tylko wyciągniemy wnioski i ze zdwojoną energią przystąpimy do nauki w drugim terminie. Być może u niektórych z nas bieganie stało się przyczyną pewnych odruchowych zachowań, dzięki którym potrafimy się zmobilizować, i nawet jeżeli porażka podcina nam skrzydła, to nie dajemy tak łatwo za wygraną. Co robi małe dziecko gdy ucząc się chodzić upadnie na podłogę? Po prostu wstaje i idzie dalej…

Bieganie uchodzi za raczej niszowy sport, a przynajmniej w Polsce. Zdarza się – zwłaszcza w mniejszych miejscowościach – że biegacze postrzegani są jako dziwolągi. Nie zniechęca to jednak prawdziwych pasjonatów tego sportu przed wychodzeniem z domu na trening. Czy to nie jest doskonała lekcja tolerancji? Osoby, które mają w swoim życiu jakąś pasję, patrzą na innych hobbystów z zupełnie innej perspektywy. Tolerancyjna postawa pozwala na szersze spojrzenie na drugiego człowieka, a sami też stajemy się bardziej otwarci w stosunku do innych.

Sport staje się źródłem wiedzy także od najmłodszych lat. Można znaleźć całą masę publikacji na temat wpływu sportu na rozwój dziecka. Pomijając jednak kwestie rozwoju czysto fizycznego, warto podkreślić wpływ rywalizacji na sposób postrzegania świata przez najmłodszych. We wcześniejszych latach dominują przede wszystkim gry zespołowe, dzięki którym uczyliśmy się pracy w grupie, odpowiedzialności za innych, układania sobie relacji z drugim zawodnikiem. Cechy niezwykle istotne w późniejszych latach życia. Bieganie z czasem dla wielu z nas staje się jednak sportem indywidualnym. Nawet jeżeli trenujemy w grupie, to osiągnięty wynik zależy przede wszystkim od nas samych, od tego ile wysiłku i serca włożymy w nasze starania. Zarówno relacje w grupie, jak i nasze indywidualne podejście do pracy rzutują na życie codzienne, pozasportowe. Umiejętności nabyte dzięki bieganiu (i innym dyscyplinom) mogą być niezwykle cenne. Mając świadomość, że osiągnięcie zamierzonego celu przede wszystkim zależy od nas samych, uczymy się szacunku do własnej pracy. Potrafimy docenić wysiłek, jaki włożyliśmy w trening (naukę, pracę, budowanie relacji z inną osobą, załatwianie wszelkich innych spraw) i mamy w sobie energię do dalszego działania. Również relacje z ludźmi nie są bez znaczenia. Szacunek, jakim darzymy biegaczy, z którymi przyszło nam rywalizować, może pomóc w podejmowaniu zdrowego współzawodnictwa opartego na wzajemnym poważaniu.

Spotkałem się wielokrotnie z twierdzeniem, że ”do biegania trzeba mieć głowę”. W większości przypadków autorom tej tezy chodziło o fakt, że połowa sukcesu w zawodach zależy od psychicznego podejścia zawodnika w trakcie biegu. Mając dwóch biegaczy na zbliżonym poziomie przygotowania fizycznego wygra ten, który wykaże się większą motywacją i wolą walki. W stwierdzeniu tym można się jednak doszukać drugiego dna. ”Mieć głowę do biegania” może też oznaczać umiejętność wyciągania wniosków z faktu uprawiania sportu w ogóle. Wykorzystywanie cech, które regularny trening na nas wymusza, może przynieść wymierne korzyści w życiu codziennym. Niewątpliwie sztuką jest znalezienie w sobie motywacji do regularnego treningu, rezygnując przy tym z masy innych przyjemności. Prawdziwą sztuką jest jednak umiejętność wykorzystania tego faktu każdego dnia, także gdy nie jesteśmy na treningu. Jest to oczywiście kwestia stricte indywidualna, ale już przez sam fakt dążenia do takiej postawy możemy się wiele nauczyć. Podobnie bowiem jak w bieganiu, wyznaczając sobie wygórowany cel - może nawet nieosiągalny - jesteśmy w stanie zdobyć więcej, niż gdybyśmy wskazali sobie przyziemne zadanie. Już dzięki samej ambicji możemy stać się lepsi, każdy w swoim fachu.

Prawdziwym mistrzostwem nie jest tylko wygrana w biegu, choćby niezwykle prestiżowym. Co nam daje zwycięstwo, jeżeli nie towarzyszy mu tożsama postawa w życiu pozasportowym? Co z tego, że sportowiec postrzegany jest jako wzór na tle przeróżnych cech, skoro nie potrafi z nich skorzystać poza bieżnią? Jeżeli bieganie stało się dla nas czynnością mechaniczną a nie wyciągamy z tego sportu jakiejś głębszej nauki, to czy jesteśmy ucieleśnieniem tytanów pracy? To trochę tak, jak by pójść do kościoła i słuchać nauki księdza, a po powrocie do domu kompletnie o niej zapomnieć. Mamy ładną maskę, ale pod nią spotykamy pustkę. Bieganie nie musi bowiem być tylko dodatkiem do codzienności. Nie musi być metodą służącą li tylko osiągnięciu lepszej prezencji w pracy. Może dla nas stanowić odskocznię od codzienności, ale z pewnym przesłaniem. Możemy się nauczyć cierpliwości, wytrwałości i innych pożądanych cech, ale nigdy nie staniemy się uosobieniem człowieka godnego naśladowania, jeżeli nie nauczymy się przekładać tych atrybutów na naszą codzienność. Warto postarać się o to, aby za tą maską kryła się postawa odpowiadająca temu wizerunkowi.

Na pewno niejeden biegacz, czy to amator czy profesjonalista, natknął się w pewnym momencie na serię pytań torpedującą tę część naszej świadomości, która odpowiada za szeroko pojętą motywację. Czy to przy okazji jesiennego roztrenowania, czy w trakcie kontuzji, czy w sesji egzaminacyjnej, przy nawale pracy, nałożenia się wszelkich innych obowiązków życiowych - był taki moment, że cała nasza determinacja, wola walki, dyscyplina gdzieś ulatywała, iskra, która nadawała nam blasku, gdzieś powoli gasła. Chwila słabości i zwątpienia, z pozoru krótkotrwałych problemów, stała u progu zakończenia przygody z bieganiem w przypadku wielu zawodników, niekiedy bardzo perspektywicznych. Przyczyny mogą być bardzo różne, czy to kontuzja, czy obowiązki życiowe, czy po prostu zwykłe znudzenie. Niekiedy jednak najzwyczajniej zaczyna brakować paliwa, czyli tego wszystkiego co w uproszczeniu nazywane jest motywacją. Koniec biegania nie musi jednak oznaczać porażki. Umiejętności nabyte przy okazji uprawiania sportu mogą odegrać niemniejszą rolę w życiu pozasportowym, także wtedy gdy przygoda z bieganiem się zakończy. Dzięki bieganiu nauczymy się tyle, na ile będziemy w stanie się na te lekcje otworzyć. Nawet jeżeli z braku możliwości czy z braku motywacji skończymy kiedyś przygodę z bieganiem, to nie staniemy się ubożsi. Wręcz przeciwnie, staniemy się zasobniejsi o to wszystko, czego zdążyliśmy się nauczyć. To wszystko, dzięki czemu mogliśmy się stać lepszymi pracownikami, studentami, znajomymi, czy po prostu lepszymi ludźmi. To wszystko może stać się naszą wygraną.

W sporcie przecież nie zawsze chodzi tylko o zwycięstwo na bieżni. Sport, przynajmniej w założeniu, powinien uczyć nas jak osiągać cele nie tylko na stadionie. Kunsztem nie jest bowiem wygrana w zawodach, ale wygrana na co dzień. Każdego dnia możemy się budzić i czuć się jak zwycięzcy.

W bieganiu sukces zależy od dwóch głównych czynników: przygotowania fizycznego i mentalnego. Sam trening może nam przynieść szereg korzyści czysto zdrowotnych, co do czego nie ma przecież wątpliwości. Bieganie może także pomóc w zrelaksowaniu się, może stanowić formę psychicznego odpoczynku od stresu w pracy czy na uczelni, pewną odskocznię. Ale dzięki temu, że uprawiamy sport możliwy staje się także trening naszego charakteru, który wpływa przecież na naszą codzienną egzystencję. Od nas samych zależy, ile będziemy czerpać ze sportu. Może warto w tej naszej biegowej rutynie odnaleźć coś więcej? Nie dla próżności, chęci bycia podziwianym, ale dla samych siebie.

Jan Paweł II: „Każdy rodzaj sportu niesie ze sobą bogaty skarbiec wartości. Ćwiczenie uwagi, kształcenie woli, wytrwałość, odpowiedzialność, znoszenie trudu i niewygód, duch wyrzeczenia i solidarności, wierność obowiązkom – to wszystko należy do cnót sportowca”
Komentarze (8)
  • trener  - lekcja biegania
    Maciek. Tym razem przesadziłeś!!! I to ostro. Twój txt jest super. Jak dla mnie artykuł jest naprawdę świetny. Miło się czyta takie głębokie, szczere rzeczy. Lepiej niż w magazynach sportowych. Oby tak dalej. Z niecierpliwością czekam na trzeci równie dobry materiał od Ciebie.
  • huberto  - Profesjonalizm:)
    Przesada:) Dobry tekst!
  • biegacz
    niezle... niezle... wciaga, fajny jezyk, glebokie przemyslenia. facet sie nadaje :)
  • wafel008  - very good;)
    Dobry, głęboki tekst:) pozdrawiam
  • Paweł  - Mistrzostwo
    Wielki szacun,kawał dobrej roboty
  • trener
    To fakt, kawał dobrej roboty. Ja wciąż, jestem pod wrażeniem.
  • Dawid
    Najlepszy artykuł związany ze sportem jaki czytałem!
  • Jelon
    świetny tekst!
Proszę wpisać kod antyspamowy widoczny na obrazku.